JAK ZABILIŚMY ZABAWĘ… O KRZYWDZIE JAKĄ WYRZĄDZILIŚMY DZIECIOM I JAK MOŻEMY TO NAPRAWIĆ


JAK ZABILIŚMY ZABAWĘ… O KRZYWDZIE JAKĄ WYRZĄDZILIŚMY DZIECIOM I JAK MOŻEMY TO NAPRAWIĆ


Dzieci uwielbiają się bawić. By móc jednak mówić o zabawie, spełnione muszą być pewne kryteria (według dr Peter Gray – ekspert od gier i zabaw dla dzieci):

 

  1. Dzieci muszą wybrać zabawę dobrowolnie.
  2. Chcą bawić się z własnej woli (motywacja wewnętrzna) – samo uczestnictwo w grze jest najlepszą zabawą.
  3. Posiadać jakieś zasady i podstawowe struktury zaakceptowane przez resztę uczestników.
  4. Posiadać elementy wyobraźni.
  5. Zaspokajać dziecięcą ciekawość.

 

Kiedy przeanalizujemy te kryteria, to można dojść do wniosku że to, o czym myślą współcześni rodzice to…całkowicie co innego. Prawda jest taka, że ​​zabawa stopniowo maleje przez ostatnie pięć czy sześć dekad, ale wydaje się, że doszła do absurdalnego zmniejszenia w ciągu ostatnich 10 lat. Według Child Mind Institute, amerykańskie dzieci spędzają obecnie średnio 4-7 minut dziennie na niezorganizowanych zabawach na świeżym powietrzu, a szkoły podstawowe w całym kraju redukują lub całkowicie eliminują tą formę spędzania czasu przez dzieci. Zabawa jest absolutnie kluczową częścią naszej młodości, ponieważ rozwija umiejętności życiowe w sposób, który jest bardzo trudny do powtórzenia  i zorganizowania w innym miejscu. W jaki sposób ten kluczowy element ludzkiego doświadczenia tak się zmniejszył?

Lata 50. były czymś w rodzaju „złotej ery” zabawy. Boom po II wojnie światowej pozostawił dzieciom wiele miejsc do zabawy, a przepisy dotyczące pracy dzieci uchwalone pod koniec lat 30. XX wieku oznaczały, że dzieci nie mogą już być zmuszane do pracy w fabrykach lub kopalniach węgla. Szkoły miały wiele przerw w ciągu dnia, gdzie dzieci same organizowały sobie czas między lekcjami. Koncepcja zadań domowych prawie nie istniała, a sam rok szkolny był o 4-5 tygodni krótszy.

„Szkoła nie była – tak jak dziś – kluczową sprawą. Rodzice nie byli zaangażowani. To, co działo się w domu, zostawało w domu. Gdy byłeś w szkole – bawiłeś się w szkole. Kiedy nie było Cię w szkole… to nie było się w szkole” – mówi Gray, profesor psychologii w Boston College i autor książki „Free to Learn”. Uwolnienie instynktu do zabawy sprawi, że nasze dzieci będą szczęśliwsze, bardziej samodzielne i lepiej będą uczyć się życia. Kulminacja tych czynników stworzyła pokolenie, w którym dzieci bawiły się godzinami każdego dnia.

 

„Mogłeś wyjść w każdej chwili w ciągu dnia i znalazłbyś dzieci bawiące się bez nadzoru dorosłych. Rodzice wypychali cię na zewnątrz, nie chcąc cię w domu – szczególnie mamusie, żebyś nie przeszkadzał w domu” – mówi Gray. Zorganizowane sporty młodzieżowe były jeszcze w powijakach, a jeśli się zdarzyły, były dalekie od niektórych z bardzo drogich, ultranowoczesnych lig, które istnieją obecnie. W niektórych małych ligach, największy lub najbardziej dojrzały dzieciak w zespole, często działał jako trener i rzadko można było znaleźć rodzica na linii. Ale ten złoty wiek zabawy nie trwał długo.

 

Rozwój telewizji sprawił, że siedzenie w domu stało się bardziej atrakcyjne, ale tak naprawdę to zmiana nastawienia rodziców w stosunku do szkoły, sportu i czasu wolnego się zmieniła. Szkoły podstawowe (i szkoły w ogóle) zaczęły kłaść większy nacisk na wyniki testów i zadania domowe. Według University of Michigan, uczniowie w wieku 6-8 lat odrabiali ok 52 minuty pracy domowej w tygodniu 1981, w stosunku do 128 minut w tygodniu w 1997 roku.

Sensacyjne informacje w telewizji doprowadziły rodziców do przekonania, że ​​świat staje się coraz bardziej niebezpieczny dla ich dzieci, chociaż statystyki i badania pokazują, że jest dokładnie odwrotnie!!! W miarę upływu czasu świat zewnętrzny staje się bezpieczniejszy dla naszych dzieci. Tak czy inaczej, rodzice czuli się coraz bardziej nieswojo z myślą, że ich dziecko bawi się w mieście bez nadzoru dorosłych, a zorganizowane sporty powoli zaczęły zastępować samodzielną zabawę. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na zorganizowane zajęcia dla młodszych i młodszych grup wiekowych organizacje szybko zaspokajały zapotrzebowanie – zarabiając coraz lepsze pieniądze. Rodzice przestali pozwalać swoim dzieciom chodzić lub jeździć na rowerze na trening, zamiast tego sami je przywozili.

 

„Dzieci samodzielne chodzące na mecze – pieszo lub na rowerze – stały się historią. Jakby Czyhało na nich wielkie niebezpieczeństwo…. Więc rodzice czuli potrzebę, by je tam zaprowadzić. Jeśli zamierzasz ich tam poprowadzić, to równie dobrze przecież  możesz to oglądać. Stało się to, więc rodzimym obowiązkiem. A jak nie zostaniesz…? To prawdopodobnie znaczy, że  nie troszczysz o swoje dziecko! Powinieneś tam być. Powinieneś dopingować swoje dziecko” – mówi Gray. „To było stopniowe i stało się z czasem. Zorganizowane sporty zastąpiły rzeczywistą zabawę w umysłach młodych ludzi, pod przykrywką – tak moje dziecko ćwiczy, tak moje dziecko spotyka się z innymi dziećmi i tak dalej”.

Podkreśleniem tego wszystkiego był pomysł, że zabawa była w dużej mierze stratą czasu. Dorośli wierzyli, że ustrukturyzowane zajęcia dla dorosłych mają większą wartość dla ich dzieci, więc zaczęli wypełniać swój wolny czas jako ich. Wraz ze wzrostem zobowiązań czas gry zmalał. „Zamiast idei, że dzieciństwo było ideą wolności i zabawy, a dzieci były w dużej mierze wolne od dorosłych, zaczęliśmy czuć się coraz bardziej odpowiedzialni za rozwój dzieci” – mówi Gray. „Towarzyszył temu pomysł, że własne działania dzieci są stratą czasu”.

 

Oczywiście teraz wiemy (i nauka przychodzi tu z pomocą), że nic bardziej mylnego!!! Raport Amerykańskiej Akademii Pediatrii z 2018 r. potwierdza, że ​​zabawa zwiększa kreatywność, wyobraźnię, zręczność, koordynacyjne zdolności motoryczne, umiejętności pracy w zespole, umiejętności radzenia sobie ze stresem, pewność siebie, umiejętności rozwiązywania konfliktów, umiejętności podejmowania decyzji, zachowania edukacyjne. Zabawa jest istotną częścią ludzkiego doświadczania, a jej brak może mieć kłopotliwe krótko- i długoterminowe konsekwencje dla dzieci.

 

Główną zaletą zabaw jest…ich ryzyko!!! Pociąga to za sobą angażowanie się w grę, która stwarza poczucie strachu. Wiąże się to często z wspinaniem się na wielkie wysokości (np. na sosnę), poruszanie się z dużą prędkością (jazda na rowerze lub kołysanie się na huśtawce), imitacja bójki (zapasy), samodzielne chodzenie w mroczne miejsca (zabawa w chowanego) lub angażowanie się w niebezpieczne środowiska. Ryzykowna zabawa jest podstawową częścią spędzania wolnego czasu przez dzieci ponieważ lubią one sprawdzać swoje granice i nieuchronnie dowiadują się, ile strachu mogą tolerować. Kiedy angażują się w strach i przeżywają doświadczenie, stają się bardziej odporne, pewniejsze siebie i lepiej przygotowane do radzenia sobie ze stresem i niepokojem. Podczas gdy ogólna zabawa zmniejszyła się w ciągu ostatnich pięciu lub sześciu dziesięcioleci, ryzykowna gra została szczególnie mocno osłabiona z powodu nadopiekuńczych rodziców. Place zabaw stają się coraz bardziej sterylne i bezpieczne – większość z nich jest teraz pozbawiona sprzętu, który pozwala zmierzyć się z jakimkolwiek lękiem przed wysokością lub dużą prędkością i oferuje niewielkie wyzwanie.

 

„Selekcja naturalna zaprojektowała dzieci do ryzykownych sytuacji. Uczą się wtedy radzić sobie z ryzykiem… Mogę przejść przez coś, co rozciąga moje fizyczne i emocjonalne zdolności i mogę to przeżyć, mogę to zrobić. To jest sytuacja wywołująca strach, którą możesz kontrolować.. Ale to, czego się najwięcej uczysz, to że możesz radzić sobie z uczuciem strachu i możesz trzymać się razem (polegać na kolegach). Kiedy doświadczasz czegoś, co wywołuje strach w prawdziwym życiu, nie jest to dla ciebie nowa rzecz” – mówi Gray. „Czuję się pewnie ponieważ potrafię sobie z tym poradzić, zamiast panikować. Myślę, że to po trosze powód, dla którego odkrywamy dzisiaj wiele braków odporności. Odkrywamy, że wielu ludzi rozpada się, gdy coś trudnego dzieje się w ich życiu. Nie ćwiczyli tego typu gier, w których celowo stawiają się w trudnych sytuacjach i uczą się, jak sobie z tym radzić. ”

Gray zauważa, że ​​stale zmniejszający się poziom zabaw, zbiegł się ze wzrostem depresji i niepokoju wśród młodych ludzi. W TEDx Talk w 2014 r. przedstawił, jak pięć do ośmiu razy więcej dzieci cierpi na poważną depresję lub klinicznie istotne zaburzenia lękowe ,w porównaniu z latami 50tymi. Badania ujawniły również ciągły spadek wśród dzieci i młodych dorosłych w poczuciu, że mają „kontrolę nad własnym życiem”. Są coraz bardziej zarządzani i mają ograniczone szanse na rozluźnienie lub podążanie za intuicją. Nie jest przesadą stwierdzenie, że brak zabawy może być w centrum zwiększonego niepokoju i zmniejszonej odporności u młodych ludzi. To nie jest ich wina – są po prostu źle przygotowani do radzenia sobie ze wzlotami i upadkami życia. Przez nas…dorosłych.

 

„Korzystanie z usług w zakresie zdrowia psychicznego gwałtownie rośnie, coraz młodsi studenci przyjeżdżają do college’u, całkowicie nieprzygotowani do radzenia sobie z nierównościami na drodze życia” – mówi Gray. „Zbyt często przeżywają emocjonalne załamania związane z otrzymywaniem złej oceny/wiadomości lub kłótnią ze współlokatorem lub coś co nazywają„ znęcaniem się” a wcale nim nie jest! Rzeczy, które w przeszłości w ogóle nie były problemem. Polegały głównie na samodzielnym radzeniu sobie z problemami. Dzisiaj – nie chcę powiedzieć, że nikt tego nie robi, ale rosnący odsetek uczniów nie ma umiejętności radzenia sobie z tymi nierównościami na drodze życia ”.

Jak możemy odegrać zabawę w życiu naszych dzieci? Przede wszystkim może przestać organizować dzieciom każdą chwilę! Czy alternatywne sposoby? Jak zmniejszyć koncentrację na nagrodach zewnętrznych? A może dać się wyszaleć ich wyobraźni? Im bardziej dorosły mówi im dokładnie, co i jak coś zrobić, tym mniej się rozwijają. Amerykańskie ogłoszenia szkółek: „Najlepsze sposoby w nauczaniu piłki nożnej w Stanach Zjednoczonych” podsumowuje to ładnie. „Trenerzy często mogą być bardziej pomocni w rozwoju młodego gracza, organizując mniej, mówiąc mniej i pozwalając zawodnikom robić więcej. Zaprojektuj środowisko i pozwól dzieciom się bawić. Zachowaj większość komentarzy przed i po treningowych dla własnej analizy. Jeśli jest przerwa na wodę… to daj się napić wody!!!”

 

Postarajmy się wrócić do złotych lat 50tych. Niektóre społeczności walczą o to, by to zmienić. Szkoły w całym kraju zmieniające sposób spędzania czasu dzieci, osiągają świetne rezultaty. Zwiększają przerwy (czas) między lekcjami, dając czas dzieciom na pójście na plac zabaw. Dzieciom nie przygotowuje się sprzętu…tylko się go wystawia, a dorośli to tylko nadzorcy bezpieczeństwa, których przygotowuje się tylko do interwencji, gdy dzieje się coś naprawdę niebezpiecznego. Gray ostatnio obserwował taki czas w jednej ze szkół podstawowych, który odbywa się raz w tygodniu (choć starają się, aby był częstszy) i był zachwycony wynikiem.

 

Dowolna zabawa w szkole oraz po szkole, wspólne zabawy dzieci w różnym wieku, wszystkie klasy bawią się w jednym miejscu… To działa wspaniale. Działa częściowo z powodu mieszania wieku. Starsze dzieci pomagają w rozwiązywaniu sporów wśród młodszych dzieci – mówi Gray. – Dzieci naprawdę biegają po korytarzach, uprawiają zapasy, grają w berka, niektóre staroświecki, ale bardzo wyczerpujące gry. Oto sytuacja, w której są dorośli, ale dorośli inicjują aktywne działania (i) ale nigdy nie interweniują. Byłem tam przez godzinę, było 150 dzieci i nie widziałem żadnej interweniującej osoby dorosłej. To poszło im tak dobrze. ”

Artykuł dotyczył przede wszystkim młodzieży w Stanach Zjednoczonych. Jestem wręcz pewien, że każdy znajdzie analogię do aktualnej sytuacji dzieci w Polsce. Nadmiar zajęć zorganizowanych, prac domowych oraz zajęć dodatkowych może powodować odmienne skutki do zamierzonych. Artykuł powstał na bazie publikacji „How America Killed Play—and What We Can Do to Bring it Back” i służy jedynie do rozpoczęcia rozważań na temat niebezpieczeństw nadopiekuńczości.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *